Ta strona używa plików Cookies. Są one potrzebne do poprawnego działania strony. W dowolnej chwili możesz je zablokować w ustawieniach Twojej przeglądarki.

 

Peter Lynn Escape v2 9m i 11m

Peter Lynn to dla mnie trochę egzotyczna firma. O latawcach Arc, mam słabe zdanie a przecież z nimi głównie kojarzy się marka wśród mtb i snb. Jest też całe grono użytkowników na manetkach, lecz to nie moja działka i opinie, w sumie pozytywne, są mi całkowicie obojętne. Teraz na rynku mamy również komorówkę dss -tak naprawdę tylko lynx, bo xplore to treningówka- no i do pełnego kompletu, pompowany- Lei.
Trochę jednak zrażony do marki, nastawiony na "NIE", sceptyczny w ogóle do Lei w zastosowaniu na ląd i śnieg… jestem zachwycony escapem!
Z reguły łatwo jest wytykać błędy, marudzić że coś tam mogło być lepiej, że kolor nie taki… w tym przypadku łatwo przychodzi zachwalać sprzęt a trudno znaleźć wady.

Waga kompletnego latawca nie jest duża i waha się od 4,2kg dla 9m i 4,5kg dla 11m. Kite'y określiłbym jako bardzo przyjazne w prowadzeniu. Waga pewnie ma tu znaczenie, ale przede wszystkim, zapewniają to lekkie siły na barze, które dają poczucie pewnego prowadzenia skrzydła w każdych warunkach i pozycji. Jest też trzy punktowa możliwość przepięcia linek -regulacja sił pod indywidualne upodobania.

Escape łatwo wstaje z ziemi. Błyskawicznie reaguje na start odwrócony. W powietrzu jest szybki i zwinny, zachowuje się tak już w minimalnym wietrze, jaki jest w stanie nas pociągnąć. Niewątpliwym atutem oprócz szybkości jest wyciąganie do góry (lift) i noszenie (hangtime)- w tym cała zabawa z escap'em. Na sterówkach mamy 3-punktową możliwość zmiany charakterystyki latawca. Regulacja działa na zasadzie: moc latawca kosztem prowadzenia i zachowania się kita w powietrzu. Więc, optymalnie do warunków wiatrowych i naszych oczekiwań mamy możliwość lekkiej ingerencji w te właściwości. Zrywka kontrolnie przetestowana, po jej zastosowaniu kite kładzie się na krawędzi okna a linka na której zostaje latawiec posiada amortyzator w postaci gumki. Nie ma problemu z ponownym restartem. Warto przy tym dbać o zbytnie nie zakręcanie linek, bo krętlik jest, ale działa ręcznie.

Ponieważ jestem zdolny, zdarzyło mi się owinąć linkę de-powera o bar. Może to wina wiatru a może moich wygibasów. Konstrukcja baru jest prosta i szybko idzie się zorientować w czym problem. Odwinięcie nie stanowi problemu. Regulacja na knadze de-powera jest dość długa i przy całkowitym zaciągnięciu latawiec ma tendencje do przepadnięcia. Nie widzę zresztą potrzeby aż tak skrajnego zaciągania trymera. Na lince de-powera znajduje się przydatny blocker, którym regulujemy sobie jak daleko możemy odjechać barem. Lubię takie udogodnienia, prosty patent a ułatwia życie. Chicken, duży i sztywny;) tak ma być. Ogólnie jak już wiadomo i też to potwierdzam -nie ma lipy. Wszędzie wzmocnienia, przeszycia, dodane nakładki chroniące tubę. Materiał w dotyku zdaje się być gruby i porządne impregnowany. Krawędź spływu i newralgiczne miejsca przeszyte są nim podwójnie.

Escape 9m - do komfortowej jazdy na ubitym śniegu (75kg) wystarczyło 15knot. Starczyło to na jazdę, loopowanie ok. 100m pod górę a nawet jakieś tam podskoki z najazdu w dół. Nawet przy takim słabym wietrze, przy wyskokach mocno trzyma w powietrzu i nie spada się na glebę z hukiem. Prędkość w oknie wiatrowym pozwala na spokojne odstawienie. Góra zakresu przetestowana na pierwszej generacji escapa, do 30knot. Małe zakresy podane przez producenta, mogą zrażać. Są one określone na wodę i nie mają odzwierciedlenia na lądzie gdzie ich zakres znacząco się zwiększa. Ogólnie choć rozmiar nie powala, da się wyciągnąć z kita dość dużo w słabym wietrze. Starzy wyjadacze mówią chyba o tym "dużo mocy z metra". Mnie bardziej cieszy górny zakres, który nie kończy się szybko. Przy szkwałach sprzęt nie ma zamiaru rozedrzeć użytkownika na strzępy ani złamać mu kręgosłupa. Przy górnej wartości, nie potrzebowałem wspomagać się trymerem, jeździłem na odpuszczonym barze a moc była w zasięgu ręki by podjechać pod górkę czy wydostać się z kopnego śniegu. Komfort psychiczny, tym większy gdy widzi się jeszcze nie ruszoną knagę.

Taki warunek (15knot) na wielkość escapa 11m jest już całkiem niezły. Pałowanie zaczyna się od 8knot, to warunki do jazdy na szybkim śniegu lub kółkach (mountainboard). Przy 20knot spokojne zacięcie i przyciągnięcie baru na maxa zakrawa o przegięcie. Przy czym nie dostaje się bomby w górę, że spadają buty ale liniowo wyciąga w powietrze. W locie na przyciągniętym barze latawiec znacząco zwalnia… albo to mój umysł zwolnił, takie mam jednak odczucie bo moje komorówki w takiej sytuacji z pewnością przyspieszają… Więc zwalnia, daje to możliwość ogarnięcia sytuacji i kombinowanie tricków. Łatwość wybicia się, czucia escapa i jego przewidywalne zachowanie, sprawia wrażenie bezpieczeństwa. Progres rośnie więc przy każdej sesji, a przynajmniej latawiec nam go nie ograniczy. Góry zakresu jak na razie nie udało mi się jeszcze ogarnąć, z racji niesamowitego power'a ten rozmiar raczej nie będzie tak uniwersalny jak 9m.

Podsumowując Peter Lynn pozbierał to co najlepsze i wypuścił dobry sprzęt, późno wyszedł z inicjatywą ale jest i cieszy! Nie widzę tu jakiś autorskich, innowacyjnych rozwiązań, ani eksperymentów- są za to sprawdzone rozwiązania i porządne wykonanie. Podpięło się do niego sporo osób; i nie zabrakło też typowych "wodniaków", escape zebrał dobre noty. Ja nie porównam go do innego modelu, bo nie mam doświadczenia, porównywać za to będę całą resztę do niego.

Zobacz Peter Lynn Escape 2016 w sklepie Latawki.pl - najnowsza generacja Escape, w której poprawiono windę i zmieniono charakterystykę na bardziej wake/freestyle.


Recenzja stanowi subiektywną opinię naszego czytelnika

Autor: Merek "merek777" Rypiński

tlokitepedia