Ta strona używa plików Cookies. Są one potrzebne do poprawnego działania strony. W dowolnej chwili możesz je zablokować w ustawieniach Twojej przeglądarki.

 

Kitech Fly!15

Na tegorocznym wyjeździe na Romo wziąłem w łapki Kitecha 15m. Trochę z obawą najpierw bo pierwsze latanie to było wyciąganie na lince, ale później było już tylko lepiej. Na pierwszy rzut oka widzimy lekkie średniowiecze, sam drążek jest bardzo ok, ale chicken loop to już bida. Trymer knagowy, jak w większości kajtów, działa dobrze. Podpięcie zrywki i jej patent jest bardzo logiczny, tak samo kulki na sterówkach. Mimo tego, że wszystko jest bardzo przemyślane i dobrze wykonane to bar jakoś nie przekonuje.

Nie startowałem jeszcze innego zamknietokomorowca, ale nie odczułem żadnej różnicy przy Kitechu. Wziąłem kajta przy ok. 10 węzłach, rozłożyłem, przywaliłem tipa bagusem po czym cofając się Kitech ustawił się jak każda inna komórka. Lekkie podpompowanie linkami mocy i po minucie już zaczynałem halsować.

Kite ma ogromny zakres depowera i jest mega stabilny. Miałem podobne uczucie jak na Vaporze rok temu. Zaczynamy hals, wszystko spoko, nagle takie dup! Linki się napinają i zaczyna ciągnać jak traktor. Rozpędza bagusa błyskawicznie, a wyhamować jest problem. Jakiekolwiek power slide'y kończą się tym, że latawiec wchodzi głębiej i głębiej w krawędź okna co daje wrażenie jakby latał na ujemnych kątach. Zaciągnięcie baru powoduje ogromny przyrost mocy i gwizd wlotów. Nie wiem od czego to zależy, ale przy lataniu speedem III zaciągnięcie baru nie powodowało wzrostu prędkości tylko zacząłem lecieć ślizgiem. Ciąg boczny w Kitechu chyba lekko pod tym względem przypomina rejsówki.

Skoki to bajka. Szmata niesie i niesie. Czy skoki statyczne, czy na wózku czy z linką. Początkowo bałem się na wózku go zaciąć przy pełnej prędkości, żeby nie odlecieć w kosmos z tym, że jak już pisałem rozpędzamy się bardzo szybko a ciężko zwolnić, to dopasowanie prędkości było bardzo trudne. Tak się działo przy 12 knt kiedy to dopiero się z nim zapoznawałem. Później według relacji dało się wyskoczyć na 1.5 m na wózku przy ok. 8 knt.

Technika skoków na wózku nieco inna niż w dss 10m > ale po radach Wojtka wyciągałem mnóstwo z tego latawca i wiem, że to nie jest koniec jego możliwości. Lądowanie zazwyczaj przypadało na koniec kontry i powrotu latawca na hals, ale nawet jak został w zenicie i troche wjechałem pod niego on stał jak skała i czekał co dalej. Zabawa się kończyła kiedy Wojtek wołał, że wieje 3 knt i idziemy na basen xD Mimo tak słabego wiatru nie było problemu żeby ostrzyć czy w ogóle latać. Problem dopiero sie pojawiał jak trzeba zrobić nawrót. Trudno mi było wyczuć szmate bo nie widać jak sie wypróżnia tylko nagle dostaje jakaś dziwną czape i gleba. O dziwo po przelataniu jakiś 8h i wieeelu czapach ani razu nie musiałem iść do kajta ani prosić nikogo o pomoc. W jakiś magiczny sposób latawiec idzie odwinąć nawet z cukierka, czy jak walnie fikołka. Wszelkie większe zakręty trzeba zaplanować odpowiednio wcześniej a i kulka na sterówkach jest niezbędna.

Sama czasza ma super kolory, wykonana jest estetycznie i z dobrych materiałów. Z chęcią wezme go jeszcze w łapy i pokatuje z wózkiem.

P.S. Loty na lince bezstresowo, odstawiany byłem jak ksieżniczka, a w górze 100% podziwiania widoków.

Autor: Paweł "Jeleń" Rugor

tlokitepedia