Ta strona używa plików Cookies. Są one potrzebne do poprawnego działania strony. W dowolnej chwili możesz je zablokować w ustawieniach Twojej przeglądarki.

 

HQ Montana V 9.5 m.kw

Sprawdź najnowszą generację HQ montana IX w sklepie Latawki.pl - to już kilka generacji do przodu - HQ Montana to jeden z liderów latawców freestyle do landkitingu !

IMG_2588.jpg

Odpowiedź jest prosta. W momencie gdy kupowałem Montanę V, firma HQ była w naszym kraju bardzo mało znana. Decydując się więc na niemiecką freestyle`ówkę dość sporo ryzykowałem. Począwszy od obaw związanych z jakością wykonania na właściwościach lotny skończywszy.

Po otrzymaniu latawca nie chciałem pisać od razu recenzji wychwalającej sprzęt pod niebiosa. Wolałem odczekać trochę czasu aby nie tyle zapoznać się zachowaniem skrzydła w powietrzu ale przede wszystkim określić jak wraz z kolejnymi godzinami używania, zmieniać się będzie stan latawca.

Po niemal roku latania Montaną mogę spokojnie napisać co mi w niej leżało a co niekoniecznie.Szczerze mówiąc latawiec ma więcej zalet niż wad. Postaram się też napisać maksymalnie obiektywnie, choć może być trudno.

Pierwszy kontakt.

Jak to zwykle bywa w przypadku latawców, pierwszy kontakt mamy z plecakiem. I pierwsze pozytywne odczucia. Plecak jest spory i bardzo dobrze uszyty. Oprócz latawca z barem można bez problemu wsadzić do plecaka kask, ochraniacze, butelkę wody mineralnej czy też kalesony bądź inne elementy garderoby.

IMG_1421.jpg

Plecak otwiera się na dwa sposoby. Można użyć klasycznego suwaka, po otwarciu którego mamy dostęp do wszystkiego co niezbędne. Można też użyć suwaka na szczycie, dzięki czemu plecak otwieramy jak worek. Przekręcamy do góry dnem i wysypujemy wszystko na ziemię.

Jak kto lubi. W plecaku znalazła się jedna dodatkowa kieszonka właśnie na szczycie. W kieszonce można z powodzeniem ukryć różnego rodzaju pierdółki typu klucze od domu, chomik czy telefon komórkowy. Na uwagę zasługują bardzo mocne suwaki, mnogość różnych klamerek i troczków oraz bardzo wysoka jakość wykonania. Plecak w kwestii pakowności zdecydowanie miażdży plecaczek, który miałem przy Ozone Manta II przy okazji nie ustępując mu na krok jakością wykonania.

IMG_1431.jpg

Drugi kontakt.

Nie trudno się domyśleć, że po obejrzeniu plecaka, drugą czynnością której dokonujemy jest wypakowanie skrzydła. Tak też niezwłocznie zrobiłem. Szybko szybko i już biało-czarno-żółty stwór majestatycznie wylegiwał się u moich stóp. Szybka rewizja szwów, linek, bloczków itp.

IMG_1436.jpg

Moją uwagę natychmiast zwrócił materiał z jakiego wykonany jest latawiec.

Materiał jest znacznie „delikatniejszy” w dotyku niż ten, którego używa Ozone. Jest jakby bardziej miękki. Nie tak szeleszczący. Moją uwagę zwrócił i zaniepokoił mnie fakt, iż krawędzi latawca nie wykończono zabezpieczającą taśmą. Co ciekawe, Montanę można zdecydowanie „ciaśniej” zwinąć niż Mantę. Obydwie sprawy można wytłumaczyć właśnie „delikatniejszm” materiałem z jakiego wykonano czaszę. Identyczne wrażenie sprawiał materiał wykorzystany do uszycia GIN Eskimo pierwszej generacji.

Linki uzdy nie wzbudziły we mnie absolutnie żadnych zastrzeżeń. Niezbyt grube, sztywne, zdecydowanie nie plączące się. Do tego bloczki Ronstan i bardzo staranne wykonanie. Ozone przyzwyczaił mnie do najwyższej jakości i tego samego wymagałem od HQ Powerkites. Muszę przyznać, że absolutnie nie zawiodłem się. Widać zdecydowanie, żę HQ przy produkcji czaszy poświęciło bardzo dużo uwagi na staranność chcąc oddać sprzęt wysokiej jakości.

Mogę się przyczepić tylko do jednej rzeczy – brakowało mi jednego drobiazgu jaki miałem w Mancie – małego rzepu na najbardziej środkowym żebrze komór. Tym rzepem zbierało się razem linki latawca przed zwinięciem. Mała rzecz a niezwykle przydatna!

Pierwsze oględziny nie mogły się obyć bez obejrzenia baru. Na uwagę zasługuje fakt, iż latawiec dostarczany jest jako RTF (ready to fly) i w zasadzie po wyjęciu plecaka z paczki można od razu iść na spot i latać. Linki są fabrycznie podpięte do latawca oraz nawinięte na bar. Nic nie trzeba robić. Pełna kultura. Nie omieszkałem jednak rozwinąć wszystkiego na dywan w celu obejrzenia baru.

Bar bardzo przypomina konstrukcję Ozone. Nawet knaga trymera jest dokładnie taka sama! Inna jest natomiast długość. Bar w mojej Montanie miał 60cm (mimo że w/g producenta powinienem dostać 50cm!) Trzeba przyznać, że spore wiosło. Cały układ trymer-zrywka-bar-chicken identyczny jak w tym do czego przyzwyczaił mnie Ozone.

IMG_1439.jpg

Sam drążek jest nieznacznie grubszy niż w Ozonie ale w brew pozorom bardzo dobrze leży w ręku. Jest też wyraźnie cięższy od Ozonowego. Na jakość wykonania nie mogłem narzekać. Choć po sezonie było widać na barze ślady używania. Podobnie na lince depowera, którą nie wiedzieć czemu HQ zrobiło „podwójną” Piszę w cudzysłowie gdyż linka jest zszyta razem. Ciekawie rozwiązany jest chickenloop. Zrywka jest w miejscu centralnym zaraz pod linką depowera. Uzbrojenie jest zrywki bardzo proste, jednak nie tak proste jak w przypadku Megatrona. Całość jest wykonana dość przyzwoicie i wygląda interesująco. Moje zastrzeżenia budzi jednak znajdująca się wewnątrz sprężyna.

Trzeci kontakt.

No i przechodzimy do tego o co w tym sporcie chodzi. Do latania. Drżącymi rękoma rozłożyłem latawiec na trawce, rozwinąłem linki, wpiąłem się i pociągnąłem za linki mocy.

IMG_2588.jpg

Montana startuje przy naprawdę najmniejszych podmuchach. Latawiec jest bardzo szybki (oczywiście jak na komórkę tej klasy) i generuje sporo mocy. Na barze jest wyczuwalnie więcej mocy niż w Mancie, nie jest to jednak to czego doświadczamy przy np. Latawcach Peter Lynn. Siły na barze można powiedzieć, że są optymalne. Moc latawca jest bardzo łatwa do wyczucia i wręcz intuicyjnie interpretowana. Latawiec bardzo szybko przemieszcza się po oknie wiatrowym. Także bardzo ciasno wykonuje skręty i zwroty.

Co mnie osobiście urzekło to stonowana, łatwa w dozowaniu i bardzo harmonijna moc skrzydła. Nawet mimo nierównych wiatrów, nie miałem problemu z nagłym, katapultującym mnie z deski przyrostem mocy.

IMG_2598.jpg

Najmniejszych problemów nie sprawia także lądowanie i restart latawca. Mimo iż podczas lądowania, szczególnie przy mocniejszym wietrze, czuć trochę mocy – latawiec posłusznie leci ku ziemi. W przypadku restartu, wystarczy lekki podmuch, szarpnięcie za linki hamulcowe i skrzydło posłusznie startuje „na wstecznym”. Lekkie zaciągnięcie jednej strony, skrzydło skręca, puszczamy hamulce i latamy dalej. Zaskoczyła mnie kontrola jaką ma się nad latawcem. W porównaniu do Manty mogę powiedzieć, że to ja miałem kontrolę nad latawcem a nie na odwrót. Ktoś kto miał okazję przelecieć się Montaną zawsze podkreślał przewidywalność latawca oraz poczucie bezpieczeństwa i panowania nad sytuacją.

IMG_2603.jpg

Nie trzeba chyba tłumaczyć jak przekładało się to na jazdę z deską czy też skoki. A skoki na Montanie V 9.5 to czysta przyjemność. Spora winda i niezły hangtime czynią z tego latawca prawdziwą maszynkę do freestyle`u! Trzaskanie boardoffów, 360-tek, onefootów itp itd to z Montaną coś co przychodzi z naturalną łatwością! Tak, to właśnie na tym latawcu dokonałem największego progresu. To właśnie na nim opanowałem podstawowe tricki, które na Mancie były za zamkniętymi drzwiami. Dzięki przewidywalności i poczuciu bezpieczeństwa, Montana zapewnia wzrost umiejętności i pozwala odkrywać coraz to nowe rzeczy.

Warta uwagi jest też stabilność skrzydła, choć trzeba przyznać, że to mocno zależy od aktualnych ustawień latawca. Przy barze bowiem są trzy supełki do dodatkowego trymowania. Latawiec ma największą moc i najbardziej stabilny jest na pierwszym supełku (licząc od latawca). Takie ustawienie sprawia, że latawiec świetnie trzyma profil, generuje dużą siłę i windę, jest nieco wolniejszy i przy zaciągniętym barze oraz wietrze poniżej 6m/s ma tendencję do backstallu.

 

DSC06378.jpg

Przesuwając linki o jeden supełek, latawiec ma znacznie mniejszy ciąg boczny (pozwala lepiej zaciąć do skoku), bardzo dobrą windę, jest znacznie szybszy, nie backstalluje ale za to jest zdecydowanie mniej stabilny. Przy w miarę równym wietrze nie ma problemów. Gdy jednak zaczyna szarpać – latawiec ma tendencję do „zwieszania” tipów. Efekt jest taki, że tipy latawca flaczeją i bezwiednie sobie zwisają a latawiec traci znacznie moc. Jest to irytujące ale powiem szczerze, że dzieje się to tak naprawdę gdy kopie od 7 do 12m/s i mimo, że na początku mnie to wkurzało, to jednak cieszę się, że tak się dzieje, bo to nie jest wiatr na jakikolwiek latawiec, a przynajmniej się człowiek nie połamie po nagłym strzale wiatru.

Zakres wiatrowy latawca też zrobił na mnie spore wrażenie. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że jeździć się da lewo-prawo jak wieje już 3m/s. Przy 5m/s zaczynałem już skakać. 6-10m/s to są już loty. Max co latałem było 12m/s. To już był hardcore jak na moje 60kg co nie zmienia faktu, że jeszcze dawało się latawiec kontrolować i jeździć z deską. Była to jednak bardziej walka o życie niż przyjemne latanie.

W przypadku baru okazało się, że nie tylko jest szeroki. W Montanie zastosowano niezwykle długą linkę depowera. Serio, jest cholernie długa. Jak ktoś ma krótkie ręce i wysoki trapez (tak jak ja) to będzie latać praktycznie cały czas na lekko zaciągniętym barze. Co ciekawe mimo długiej linki depowera nie ma najmniejszego problemu z sięgnięciem po taśmę od trymera czy też do zrywki.

Podsumowując

Osobiście absolutnie nie żałuje wyboru Montany V 9.5. Jeszcze nie miałem okazji latać nowym modelem, podobno jest jeszcze lepszy. Niedługo pewnie się dowiem. W każdym bądź razie Montana V 9.5 to strzał w 10-tkę dla osób 60-70kg. Latawiec prowadzi się intuicyjnie. Co ciekawe nie powinien z nim mieć najmniejszych problemów początkujący kiter. Zaawansowany natomiast będzie w stanie bardzo dużo wycisnąć ze skrzydła.

Po roku używania latawiec oprócz lekkiego zabrudzenia od mokrej trawy nie wykazywał śladów zużycia. Materiał nie był odbarwiony, wszystkie linki uzdy były w świetnym stanie, wszystkie szwy były ciasne. Nic się nie odpruło, nie zmechaciło. Jedyne zastrzeżenia mam tak jak wcześniej wspomniałem do baru, na którym widać było ząb czasu szczególnie w miejscu gdzie styka się bar z chickenloopem.

Montana V 9.5 to idealne rozwiązanie dla miłośników freestyle`u zarówno z deską jak i buggy, ze snowboardem jak i nartami. Duża prędkość skrzydła, zwrotność, świetna winda i przewidywalność plasuje to skrzydło w ścisłej czołówce moich ulubionych komórek.

Plusy:

Minusy:

 

Sprawdź najnowszą generację HQ montana IX w sklepie Latawki.pl

tlokitepedia