Ta strona używa plików Cookies. Są one potrzebne do poprawnego działania strony. W dowolnej chwili możesz je zablokować w ustawieniach Twojej przeglądarki.

 

HQ Apex II 10 m.kw

apex1.jpg

Zaczynając przygodę z latawcami pociągowymi jesteśmy jak kawałek gliny na kole garncarskim. Bez kształtu, bez ukierunkowania, bez świadomych i konkretnych potrzeb. Przeglądamy internet w poszukiwaniu informacji. Porównujemy modele, głównie oczami na obrazkach i często decydujemy się na najtańszy zakup.

Jeszcze zaledwie cztery lata temu, poszukiwacz taniego skrzydła skupiał się na Radsailsie Pro albo PKD Busterze II. Ozone był za drogi, w rozumieniu zabawki, a inne firmy nie specjalnie promowały swoje produkty na polskim rynku. Sytuacja uległa wywróceniu do góry nogami po premierze Panshów. Ace`y, Legendy i Blaze`y zalały nasz piękny kraj. Gdzie nie pojedziesz na spot – tam Ace wykorzystywany bez sensownie do skakania.
Niemałe zamieszanie wprowadził też Wojtek Zysk, udowadniając nam wszystkim, że można w Polsce wyprodukować bardzo fajne skrzydło, w bardzo przyzwoitych pieniądzach.

Co jednak gdy chcemy przesiąść się z taniego Pansha bądź budżetowego Chucka na coś wyposażonego w prawdziwy depower ale nie wywołującego konwulsji naszego portfela? Mamy do wyboru dwie opcje.
Decydować się na sprzęt używany uznanych firm licząc na uczciwość sprzedawcy i zgodność sprzętu z opisem albo kupić skrzydło nowe, ale mniej znanej firmy. Jako, że jestem osobą lubiącą nowe rzeczy, wybrałem drugą opcję kupując latawiec HQ Apex II w rozmiarze 10 metrów kwadratowych.

apex17.jpg

Nie powiem, decyzja była trochę w ciemno i bardzo dużo ryzykowałem kupując latawiec zupełnie nie sprawdzony przez krajowych kiterów. Ale wiadomo jak to jest…na rynku wtórnym pustka, pogoda za oknem coraz bardziej nastrajająca do snowkitingu no i to niezidentyfikowane uczucie zmuszające do nerwowego przeglądania forum, pogodynki i wyglądania za okno. Trzeba było podjąć decyzje…

I po niecałym tygodniu przyszła paczka sygnowana przez sklep Latawki.pl
Fajrant w robocie i najszybciej na świecie pokonane 450 metrów sprintem z pracy do domu, Usain Bolt może się schować. Błyskawiczne rozerwanie kartonu przy użyciu wszelkich narzędzi łącznie z kotem i moim oczom ukazał się foremny, zieloniutki i zgrabny plecaczek.

apex2.jpg

Szybki ruch do klamry…chwila wahania, ale nie…nie można odwlekać nieuniknionego. Pewnym ruchem ścisnąłem zatrzaski klamry i moim oczom ukazał się…czarny kondom. Zaskoczony, patrząc jednym okiem sięgnąłem do sznurka ściągającego otwór worka. Tak…w końcu, nareszcie stało się…
Apex II, opromienił mnie swoim blaskiem niczym promyki gamma Bruce`a Bannera.

Nie ma czasu na pierdoły pomyślałem skrupulatnie opróżniając plecak poprzez zmianę jego orientacji pionowej. To co powypadało na podłogę można uznać wyposażenie standardowe. Bar, linki, instrukcja obsługi i oczywiście spięty specjalną taśmą latawiec.

Ok, wszystko wybebeszone z plecaczka, przyjrzyjmy się mu zatem. Ładny, morski kolor przecięty przez szary pas z logiem Apexa. Plecak otwierany jest od góry, po wcześniejszym rozpięciu klamry mocującej klapę przykrywającą górę oraz rozpięciu suwaka biegnącego do połowy plecaka. W owej klapie znajduje się niewielka kieszonka umożliwiająca schowanie drobiazgów.

apex3.jpg

Po odpięciu góry zyskujemy dostęp do suwaka. Zdziwiłem się jednak, że rozsunięcie suwaka nie powoduje otwarcia plecaka a tylko powiedzmy powiększenie jego pojemności. Plecak posiada po bokach specjalne ściągacze, którymi można spokojnie przymocować narty i jeszcze kilka ściągaczy aby odpowiednio uformować całość.
Zostawmy jednak plecak i skupmy się na tym co jest naprawdę istotne.

Nie mogło się obyć bez wstępnego rozłożenia czaszy na podłodze. Zajmując więc całą powierzchnie spacerową salonu zabrałem się do analizowania jakości wykonania. Materiał z jakiego wykonano latawiec jest bardzo podobny do materiału, z którym mamy kontakt w przypadku latawców Ozone czy Peter Lynn. Dość twardy, błyszczący i mocno szeleszczący.

apex6.jpg

Wszystkie krawędzie skrzydła zostały zabezpieczone specjalną sztywną taśmą. Nie jest to taśma mylarowa. Od mylarowej jest mniej elastyczna. Tutaj zastosowana taśma jest wręcz twarda.
Na tipach znajdują się oczywiście specjalne rzepy z rękawem materiału. Wystarczy je rozpiąć, wyciągnąć materiał na zewnątrz i polatać chwilę aby pozbyć się wszelkiego badziewia zgarniętego z pola.

Rzut okiem na szycie utwierdził mnie w przekonaniu, że latawiec został wykonany starannie. Szwy są czyste i równe. Dodatkowo w latawcu jest bardzo dużo wszelkiego rodzaju wzmocnień sugerujących, że latawiec ma wytrzymać naukę nawet najbardziej beznadziejnego przypadku. Latawiec swoją konstrukcją bardzo przypomina Ozone Accessa 2. Depower zastosowany w uździe jest jednobloczkowy (jeden bloczek na każdą stronę), v-wsparcia występują tylko przy dwóch środkowych komorach a samych komór est 18. Aspect Ratio latawca także jest bardzo podobne do Accessa II i wynosi 3.6 (Access II ma 3.73) a i nawet bar otrzymujemy takiej samej długości – 60cm i z klasycznym rozwiązaniem chicken-loopa.

Sam bar nie zaskakuje w żaden sposób. Schludnie wykonana konstrukcja z wyraźną kolorystyką.
Linka depowera jest pojedyncza i jest dość długa. Zrywka głównego systemu bezpieczeństwa to znany nam z Ozona „czerwony grzybek” umieszczony na linkach mocy, tuż pod trymerem.

apex11.jpg

Sam trymer w przeciwieństwie do latawców Ozona, nie jest knagą lecz taśmą. Takie rozwiązanie stosuje GIN a jeszcze niedawno stosował Peter Lynn. Co ciekawe, oprócz trymera na linkach mocy, mamy do dyspozycji trzy supełki, na które w zależności od warunków można przepinać linki mocy zwiększając dodatkowo zakres latawca.

Ale dobra, czas do Chrcynna.
Korzystając z wolnego czasu, nie zwlekając zapakowałem do samochodu latawiec, buty, deskę i kask. Chwila za kółkiem, z wciśniętym do podłogi gazem, jakby mnie gonił co najmniej sam David Hasselhoff z serialu Nieustraszony i można było zainicjować pierwszy lot.

apex15.jpg

Rozłożony na śniegu latawiec sprawia bardzo pozytywne wrażenie. Jest zupełnie inny od tego do czego nas przyzwyczaiła konkurencja. Wloty powietrza zebrano w trzy grupy. Środkowa grupa zbiera cztery komory, grupy skrajne – po trzy. Inaczej mówiąc, otwartych komór jest dziesięć. Pozostałe osiem, które są komorami skrajnymi są zamknięte. Nie kryje, że trochę się obawiałem czy latawiec będzie się szybko wypełniał powietrzem. Moje obawy okazały się jednak bezpodstawne. Latawiec niezwykle łatwo startuje i napełnia się powietrzem niemalże natychmiast.

Start Apex`a od razu uzmysłowił mi dwie rzeczy. Pierwsza, latawiec ciągnie całkiem mocno, druga generuje wręcz kosmiczne siły na barze. Niemniej jednak zachowanie w oknie wiatrowym jest bardzo przyjemne. Nie odczuwamy mocnych szarpnięć czy gwałtownych przyrostów mocy. Latawiec w oknie wiatrowym generuje moc niemalże liniowo z lekkim wzrostem podczas manewrów. Nie jest to jednak demon prędkości i nie zasuwa po oknie wiatrowym niczym Nejman po ringu w starciu z Pudzianowskim. Skręcanie też nie jest super szybkie, ale spokojnie można latawcem wykręcić loopa.
Wymaga to jednak nieco siły.Nie ma jednak co kręcić ósemek. Wpięcie w deskę, kolejny start i pierwsze szusy.

apex22.jpg

Przyznam się szczerze, że pierwszy raz stałem na snowboardzie w ogóle! Był to dziewiczy lot tak dla latawca jak i dla mnie. Niech więc o Apex`ie świadczy fakt, iż nauka snowkite`u trwała u mnie…5 inut. Dosłownie dwa halsy i już wiedziałem o co w tym chodzi! Latawiec okazał się w czasie jazdy mega posłuszny i stabilny. Można było go postawić w jednym punkcie okna wiatrowego i spokojnie jechać.
Natychmiast też przekonałem się, że latawiec generuje bardzo duży ciąg boczny. Bez odpowiedniego trymowania niemożliwe jest czasami ostrzenie, gdyż latawiec nas ściąga z wiatrem! I to już od 4m/s! Dolny zakres jest bardzo dobry, przynajmniej na śniegu (zniknie śnieg – dam znać jak sprawuje się z MTB), górny także nie ustępuje i nawet przy 9m/s zostaje jeszcze trochę zakresu trymera.Pierwszy dzień latania wprawił mnie w magiczny nastrój, pozostawiając w ustach nieprzyjemny smak nienasycenia. Niecierpliwie czekając na kolejny dzień wiatrowy uzbroiłem się w wiedzę jak skakać. Przyszedł moment prawdy. Nie oszukujmy się, informacje w internecie co do windy Apexa nie astrajały optymistycznie.
Nie ma jednak co czytać, trzeba spróbować samemu. Start…nabieramy prędkości…przypominamy sobie krzyk Regisa „do ziemi dupa!!!”… zacięcie latawca, wyskok i…o kurcze tu jednak jest winda! I znowu pulsujący w głowie krzyk Regisa „Kontra ku….a!!!”, więc kontra i…o kurcze nie dość, że podnosi do góry to jeszcze ładną chwilę trzyma w powietrzu!

apex20.jpg

Latawiec naprawdę potrafi podnieść. Nie są to loty, ale są już skoki w zupełności zaspokajające adrenalinowy głód początkującego kitera. Standardowo nie wszystko podczas skoku poszło po myśli i latawiec wylądował komorami do ziemi. No to mamy sprawdzian restartu.
Lekkie pociągnięcie taśmy hamulcowej i latawiec już był w powietrzu i się odwracał. Nie wymagało to praktycznie żadnego wysiłku. Restart nawet przy słabym wietrze nie nastręcza problemów i nie wymaga wypinania się z deski. Niestety po kilku godzinach latania zauważyłem wadę konstrukcyjną w latawcu. Na obu tipach, producent zastosował metalowy pierścień, przez który przesuwa się linka. Pierścień ten okazał się być czymś w rodzaju podkładki z ostrymi wewnętrznymi krawędziami. Efektem tego okazało się całkowite przetarcie oplotu linki, która się po pierścieniu przesuwała.

Szybki kontakt z dystrybutorem zaowocował trzema opcjami rozwiązania problemu.
Wysyłka latawca do producenta i naprawa gwarancyjna, wysyłka do dystrybutora, który wymieni felerną linkę i pierścień, wymiana we własnym zakresie na linkę, którą producent przyśle.
Producent jednocześnie zaznaczył, że wymiana osobista nie spowoduje utraty gwarancji i zapewnił, że owe linki w razie potrzeby będą dosyłane dożywotnio.
Aby nie tracić sezonu ustaliłem z dystrybutorem, że felerne pierścienie wygładzę (ich wymiana wymagałaby prucia tipów) a dystrybutor wymieni przetarte linki (sam nie chciałem podejmować się grzebania w uździe). Jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy i po dwóch tygodniach (ahh Ci kurierzy….) miałem z powrotem latawiec w domu. Kolejnych kilka godzin latania pokazało, że kolejne wymiany linek nie będą potrzebne przez najbliższe kilka sezonów.Podsumowując.
Za 2690zł otrzymujemy bardzo fajny i wdzięczny latawiec. Jest to idealna konstrukcja dla osób, które zaczynają zabawę ze snowkitingiem czy landkitingiem. Duże siły na barze pozwalają szybko ocenić sytuacje, dają podparcie i lekko tłumią janosikowe zapędy. Latawiec z pewnością przypadnie do gustu buggykiterom, szukającym dość spokojnego skrzydła do sprawnego przemieszczania się.
W moim przypadku, latawiec niemalże w 100% spełnił oczekiwania. Zapewnił kilka godzin świetnej zabawy. Pamiętać jednak trzeba o nieciekawym rozwiązaniu z pierścieniem, chociaż producent przepraszając za zaistniałą sytuację zapewniał, że jest to odosobniony przypadek. Czas pokaże, dla mnie dziesięciometrowy czubek (Apex z ang. znaczy wierzchołek) okazał się latawcem idealnym.

Plusy:
- szybki setup
- taśma trymera zamiast knagi samozaciskowej
- duży zakres trymowania
- ładny i dość pojemny plecak
- wysoka jakość wykonania
- bardzo łatwo startuje
- bardzo łatwo restartuje
- stabilność
- spora moc
- łagodna winda
- dobrze wykonany bar
- prosty w pilotażu
- dwa proste i skuteczne systemy bezpieczeństwa

Minusy:
- bubel z kółkiem przecierającym linkę – trzeba na to zwrócić uwagę przy zakupie
- duże siły na barze (chociaż dla mnie to akurat bardziej plus)
- mógłby być nieco szybszy (choć to też jest kwestia dyskusyjna)

 

Sprawdź podobne skrzydła w sklepie Latawki.pl

 

tlokitepedia